poniedziałek, 17 października 2016

Paulina – część 9

Diler narkotyków

Iwona poruszała się po nowoczesnej kuchni, która nie tylko błyszczała frontem mebli, zrobionymi na wysoki połysk, ale także odmalowanymi ścianami, które zmieniły kolor z jasnożółtego na miętowy. Idealnie komponowały się z intensywnie zielonymi dodatkami, które Paulina postanowiła zakupić tylko i wyłącznie po to, by już było w pełni perfekcyjnie.
Z jednej strony kobieta cieszyła się, że jej córka trafiła na porządnego i odpowiedzialnego człowieka, który chce jej w jakiś sposób dopomagać, na tyle na ile potrafi. Z drugiej jednak strony uważała, że to za szybko, że za krótko są z sobą, by czynił takie gesty. Sama też nie chciała być Tomaszowi niczego winna.
Blondynka po czterdziestce gotowała właśnie budyń czekoladowy, ulubiony jej wnuka, ale była zmuszona przerwać tę czynność, gdyż przeszkodził jej głośny i długi dzwonek domofonu. Ktoś wyraźnie się niecierpliwił i nie miał ochoty czekać.
Norbert? – zdziwiła się, widząc w oknie bruneta przemierzającego dystans jaki był do pokonania, by spod furtki dostać się na klatkę schodową. Pomimo tego wpuściła mężczyznę za próg.
Jest Paula? – zapytał bez wcześniejszego przywitania się. Zazwyczaj nie był aż tak niekulturalny, ale tym razem zależało mu na czasie.
Nie ma, pojechali z Tomkiem na jakieś zakupy – naumyślnie postanowiła mu dokopać, jednocześnie głosząc prawdę, bo Paulina chciała tego dnia zakupić jakieś drobiazgi, a nie chciała ich dźwigać, więc postanowiła wysłużyć się nowym chłopakiem.
Z Bordychem? A więc to prawda, że ona jest z Bordychem? – Iskiergi zmartwienia zatańczyły w jego oczach i były niczym płomień, którym najchętniej spaliłby Tomasza na stosie.
A czemu cię to tak interesuje?
Pani niczego nie rozumie! – uniósł się. – Ona nie może z nim być, nie zna go.
Iwona w tamtych chwilach zachodziła w myśl skąd Norbert i Tomasz się znają, ale nim zdążyła o to zapytać, to mężczyzna pośpieszył z wyjaśnieniem, dlaczego jego była dziewczyna nie może wybrać na swojego nowego chłopaka właśnie Tomasza Bordycha.
On nie jest z nią szczery. Założę się, że nie jest. Powiedział, że był karany?
Jak to był karany?
Normalnie. – Uśmiechnął się cynicznie. – Siedział za kratkami. – Wcisnął w dłonie niedoszłej teściowej złożoną na cztery, zmiętą kartkę papieru. – Niech Paulina się do mnie odezwie. Jeśli już usunęła mój numer, to jej go zapisałem. Musimy porozmawiać. – Odwrócił się na pięcie, wsiadł na swój stały środek transportu, czyli granatowy skuter, po czym odjechał.
Niedługo po zakończeniu rozmowy z nieoczekiwanym gościem, gdy Bartuś zajadał się czekoladowym budyniem, Paula i Tomek weszli do domu. Byli szczęśliwi i roześmiani, a Iwona zastanawiała się czy ma prawo burzyć ich szczęście i przekazywać dalej informacje, które otrzymała z niepewnego źródła. Norberta nigdy nie uważała za osobę szczerą i godną zaufania, ale gdy patrzyła na Tomka, to choć budził jej sympatię, to powodował też specyficzne odczucie przejawiające się gęsią skórką na rękach. Miał coś takiego w oczach, co zupełnie jej nie pasowało.
Jutro jedziemy do mojej mamy – pochwalił się Tosiek Tomaszowi.
To świetnie – odpowiedział, siadając dokładnie naprzeciwko chłopca. – Przybij pięć. – Wystawił rękę wewnętrzną stroną do góry. – Co dobrego jesz?
Budyń mu zrobiłam. Chcesz też? Jesteś głodny? – dopytywała Iwona i już miała wstać, i zabrać się za ponowne gotowanie, gdy Tomek ją powstrzymał, słowami:
Paulinka mi potem coś przygotuje. – Wejrzał się na swoją dziewczynę, pijącą sok wprost z kartonika.
Paula o mały włos się nie zachłysnęła na wzmiankę o przygotowywaniu posiłku. Nie było co kryć, że nie lubiła gotować i zwykle nie traciła na to czasu. Nawet gdy miała samej sobie przygotować kanapkę, to wolała udać się do pobliskiej budki z fast-foodami po zapiekankę.
Tomek niespodziewanie wstał od stołu, podszedł do niej i wyjął z górnej szafki czystą, przezroczystą szklankę.
Proszę, kochanie – rzekł, odstawiając ją na miętowy blat.
Już nie trzeba – odparła, odkładając sok do lodówki. – U nas i tak tylko ja piję grejpfrutowy. – Wzruszyła niedbale ramionami i wyminęła Tomasza. Zajęła dokładnie to samo miejsce, które on zajmował wcześniej.
Mężczyzna więc stanął za nią i wsparł dłonie na oparciu krzesła, choć były jeszcze trzy wolne i spokojnie mógłby z jednego z nich skorzystać.
Długo będziemy jechali tym pociągiem? – dopytywał Tosiek, jednocześnie kończąc późne śniadanie.
Jakim pociągiem? – zainteresował się Bordych.
Paulina i Bartuś jadą do Natalii – udzieliła mu odpowiedzi Iwona. – Właściwie to do Michała. – Przewróciła oczami, jakby także nie była przekonana co do tego pomysłu.
Iwona do samego Michała nie miała nic. Był to spokojny, ułożony, nieco flegmatyczny i gapowaty człowiek, ale wiedziała, że nie jest to typ mężczyzny, który byłby w stanie pociągać jej starszą córkę. Brakowało mu charyzmy, pomysłów... po prostu charakteru. Wyglądał jej na typowego maminsynka.
Na długo jedziecie? – Tomek skierował pytanie do dziewczyny. Nawet się przy tym nieco wychylił, by móc widzieć choćby fragment jej twarzy.
Tydzień, może dwa.
A kiedy jedziecie? – Jego dłonie zmieniły miejsce z oparcia krzesła na ramiona blondynki. Zacisnął na nich palce.
Spięła się, ale postanowiła nie reagować i traktować gesty chłopaka zupełnie tak, jakby był to niewinny masaż.
Jutro z samego rana. Miałam ci potem powiedzieć.
Potem? – wydawał się być zniesmaczony tym faktem.
Potem – powtórzyła. – Co w tym takiego dziwnego? – Uniosła głowę do góry i starała się odczytać odpowiedź z jego mimiki.
Zabrał dłonie z jej ramion.
Może to, że o takich rzeczach się mówi – odpowiedział.
Powiedziałabym.
Ustala się je – rzekł ostrzejszym tonem niż do tej pory.
Nie muszę niczego z tobą ustalać! – krzyknęła, nie zważając na to, że w kuchni znajdowali się jeszcze jej matka i mały siostrzeniec. – Małżeństwem nie jesteśmy – zaznaczyła tym swoją niezależność i wolność. Obie były dla niej bardzo ważne.
Ale gdybyś mi powiedziała, to bym cię na przykład odwiózł. Pomyślałaś o tym?
Troska Tomka i jego dobre intencje, wcale nie przekonały Pauli do zaniechania początków kłótni i przyznania mu racji.
Nie, bo umiem podróżować pociągami. Weź sobie wyobraź, że już od bardzo dawna nie mam pięciu lat! – warknęła wielce niezadowolona.
Pociągi są niebezpieczne – wtrącił, ale ona całkiem nie zwracała uwagi na to co Tomek mówi.
Nakręciła się już na dobre, wstała i krzyczała dalej:
I to, że jestem blondynką, wcale nie oznacza, że jestem głupia i sobie nie poradzę!
Nie krzycz – pouczył ją, najpierw cicho, niemal bezgłośnie, zwłaszcza w hałasie, który sama wytwarzała.
Paulina jednak dalej podniesionym tonem tłumaczyła, że jest dorosła, ma prawo robić co chce, kiedy chce i jak chce.
Nie krzycz! – ryknął w końcu na tyle ostro, że aż Iwona się zatrzęsła, a mały Bartuś upuścił łyżeczkę na podłogę. Mężczyzna dodatkowo zaakcentował swoją wypowiedź uderzając otwartą dłonią w stół.
Paulina, która wcześniej stała tak blisko Tomka, że niemal dotykała jego klatki piersiowej swoim biustem, z wrażenia aż usiadła. Wystraszyła się, dlatego ucichła. Dłoń przyłożyła do klatki piersiowej i starała się uspokoić oddech.
Tomasz rozejrzał się po pozostałych. Tosiek właśnie wchodził pod stół po łyżeczkę, którą upuścił, a potem leciał z nią do zlewozmywaka, by opukać. Matka jego dziewczyny natomiast mierzyła go nieprzychylnym spojrzeniem.
Przepraszam, że się uniosłem – powiedział bardziej w kierunku Iwony niżeli Pauli. Potem pochylił się, by móc swojej dziewczynie szepnąć do ucha, tak by inni nie słyszeli – A ty sobie przemyśl, dlaczego się uniosłem i czy oby na pewno nie miałem racji. – Musnął o jej policzek, następnie pożegnał się i wyszedł.
Hu – skomentowała wypuszczeniem powietrza Iwona. – Gorąco się zrobiło – dodała i zaczęła teatralnie wachlować swoją twarz dłońmi.
Paulina postanowiła zamaskować wszystko uśmiechem i słowami:
Minie mu. Chodzi teraz taki zestresowany i podminowany, bo tę firmę zakłada. Założy, zacznie przynosić pierwsze zyski, to się uspokoi.
Wstała od stołu i chowając szklankę, którą Tomek pozostawił na blacie, dotarło do niej, jak mocno trzęsą się jej dłonie. Wystraszyła się i była zmuszona przyznać to przed samą sobą. Na dodatek telefon w jej kieszeni nieustannie wibrował. Postanowiła odebrać, choć znała doskonale osobę dzwoniącą i właściwie to nie chciała mieć już z nią niczego wspólnego.
Paulina, nie rozłączaj się tylko! – krzyknął rozgorączkowany Norbert. – Musimy się spotkać.
Nie chcę.
To bardzo ważne – nalegał. – Możemy nawet w towarzystwie Klaudyny. Tu chodzi o Tomka. On jest niebezpieczny! – niemal wysylabizował ostatni wyraz.
Co to znaczy, jest niebezpieczny?
Odpowiedziała jej cisza, bo Norbert nie wiedział ile może jej zdradzić przez telefon. Preferował rozmowy w cztery oczy.
Jak się spotkamy, to wszystko ci wyjaśnię.
Dopiero za tydzień albo dwa wrócę od siostry. Gdy wrócę, to do ciebie zadzwonię. Może tak być?
Okay, będę czekał – odpowiedział, a potem rozłączył połączenie.
Norbert dzisiaj przyszedł – powiedziała nagle Iwona, uznając, że nie może przed córką ukrywać tego czego się dowiedziała, albo właściwie tylko i wyłącznie tego, że Norbert zasiał w jej głowie wątpliwości dotyczące Tomka, a sam Bordych tego dnia się nie popisał dobrymi manierami i umiejętnością trzymania nerwów na wodzy.
Właśnie dzwonił – odrzekła. – Pokazać ci jakie mam fajne buty? Mają kolorowy, taki tęczowy korek – zmieniła szybko temat i zaczęła rozpakowywać zakupy, które wcześniej ona i Tomek pozostawili na komodzie przy drzwiach.
Oczom Iwony ukazały się reklamówki znanych, raczej pospolitych, ale przecież w końcu nie takich tanich marek, a wśród nich pudełko z napisem Wojas, które szybko wylądowało na środku stołu.
Nie chciałam ich wziąć, ale Tomek się uparł, że muszę je mieć. Uznał, że będą pasowały do tej sukienki. – Wyjęła letnią, przewiewną, rozkloszowaną sukienkę, sięgającą do kolan, w kolorze koralowym.
Tomek ci to wszystko kupił?
Nie, na zakupach byłam z Klaudyną. Ona musiała iść, a on odwiedził ze mną jeszcze obuwniczy i Monnari. No i lodziarnie, obowiązkowa szarlotka i waniliowe.
Ty wiesz, że to drogie rzeczy? – przerwała córce, zwracając jednocześnie uwagę na cenę na metce sukienki i tą na kartonie od butów.
Blondynka przewróciła oczami i teatralnie westchnęła, jakby wiedziała co jej matka ma na myśli i wcale nie miała ochoty na wysłuchiwanie tego.
Nie chodzi o to! – uniosła się rodzicielka. – Nie mówię, że on cię kupuje, a ty się dajesz jakbyś była jakąś dziwką. Tylko zastanawiam się skąd on ma takie pieniądze. Czy zastanawiałaś się kiedyś, że on może robić coś nielegalnego? – zapytała. – Sama powiedziałaś, że poznałaś go w klubie, że to tam się pierwszy raz spotkaliście, a potem mi marudziłaś nad uchem całymi dniami, jak taka natrętna mucha, że chyba z nim nie będziesz, bo on nie umie tańczyć. Co więc robił w klubie, gdy nie tańczy? – zastanawiała się na głos i miała nadzieję, że i jej córka się nad tym zastanowi.
Co ty sugerujesz? – Paula przysiadła, nie wypuszczając swojej nowej sukienki z dłoni.
A jeśli on, Paulina, handluje jakimiś narkotykami?
Nie. – Uśmiechnęła się, a potem pusto zaśmiała. – Nie, na pewno nie – zapewniała, choć na dobrą sprawę sama nie była pewna. Przypomniała sobie opakowania, jak te po croissantach, które walały się po Tomasza samochodzie i były dosłownie wszędzie, tak w schowku, jak i w bagażniku, a czasami nawet na tylnym siedzeniu. – On nie może być dilerem. Nie wygląda na takiego – przekonywała rodzicielkę, a tym samym starała się do tego przekonać także samą siebie.